Hej, hej!
Lato w pełni rozkwitu, co nie oznacza, że jest to czas na zaniedbanie pielęgnacji skóry twarzy- wręcz przeciwnie! Teraz właśnie trzeba bardzo zadbać o swoją skórę i dobrze ją nawadniać oraz chronić przed promieniami słonecznymi. Jest wiele kosmetyków, które obiecują wysokie nawilżenie i nawodnienie, ale według mnie, po wielu latach prób i błędów, doszłam do wniosku, że do najlepszych efektów najlepiej jest użyć kosmetyku o wodnistej konsystencji- czyli serum lub esencji. Kremy też są w porządku, ale w lecie moja skóra wydaje się być zbyt obciążona, więc zamiast gęstych kremów używam żel-kremów lub kremów o bardzo lekkiej konsystencji. Ale wracając, w lecie najważniejszym produktem jest dla mnie właśnie serum. Za każdym razem szukam takiego, który zawiera co najmniej kwas hialuronowy w odpowiednim stężeniu, niacynamid- jeśli zauważam jakieś przesuszenia na skórze- witamina B3 najlepiej sobie radzi z przywróceniem mojej skóry do stanu normalności; oraz witaminę C i jej pochodne- pomimo tego, że w wielu przypadkach jest ona stosowana głownie na przebarwienia- w moim przypadku działa cuda, jeśli chodzi o wygładzenie i rozświetlenie skóry. O innych ważnych składnikach opowiem przy innej okazji :)
Najpierw spojrzymy na serum z kwasem hialuronowym z ekstraktem z aloesu. Właśnie ten aloes skusił mnie najbardziej do jego przetestowania, moja skóra bardzo lubi się z aloesem.
Z racji tego, że zawiera 3% kwas hialuronowy, to wiadome było, że to serum będzie głównie nawilżające, i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że dobrze się w tej roli sprawdził. Skóra po tygodniu była bardzo dobrze nawilżona, wyglądała zdrowo. Skład nie jest tragiczny, moja wrażliwa skóra nie była zaczerwieniona i podrażniona, nie zatkało porów. Formuła jest wegańska. Zapach bardzo przyjemny, pachnie tak, jak żel do twarzy z tej serii.
Jedynym minusem jest żelowa konsystencja, ja wolę bardziej wodniste sera, z racji, że na ten kosmetyk będzie nakładany kolejny. Ale dałam mu szanse, bywało ciężko, ale efekty wynagrodziły mi tą niedogodność. I tak, mówię to ja, zwolenniczka aloesu, nie lubiąca żelowych konsystencji.
Kolejne serum jest z witaminą C, a dokładniej z jej pochodną (nie znalazłam dokładnej nazwy tej pochodnej- jak ktoś wie, to proszę o informację!). Dodatkowo zawiera niacynamid i kwas salicylowy. Według producenta, serum jest zalecane dla osób mających przebarwienia na skórze, a z racji, że ja ich nie posiadam, nie potwierdzę, czy rzeczywiście się w tej sytuacji sprawdzi. Jednak mogę powiedzieć, że po 2 tygodniach używania co wieczór (bo kosmetyki z wit. C u mnie mają prawo bytu tylko i wyłącznie w pielęgnacji wieczornej) moja skóra stała się pięknie rozświetlona. A w połączeniu z serum z kwasem hialuronowym (używanym w porannej pielęgnacji), wygląda na zdrową, jędrną, mięciutką, bez żadnych wyprysków. Serum nie zapycha, szybciutko się wchłania i dla mnie ma idealną konsystencję. Zapach również ma przyjemny. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do tego produktu, a to jest zaszczyt przy mojej wrażliwej skórze.




Komentarze
Prześlij komentarz